PPE, PPK, IKE, IKZE, fundusze inwestycyjne

Dlaczego inwestujemy w akcje w najgorszych możliwych momentach?

By on Lipiec 2, 2016 in ABC GIEŁDY, PPE with 14 Comments

annual-report-203762_1920

 

Spójrz na poniższy wykres.

Slajd5

 

Każdego z nas przed inwestowaniem na giełdzie powstrzymuje wizja poniesienia głębokiej straty. Na przedstawionym wykresie wyraźnie widać, że te obawy mają bardzo realne podstawy. Jest się czego bać.

Kto kupuje na górce?

Osoby, które zainwestowały w najgorszych możliwych momentach, traciły nawet połowę oszczędności w krótkich okresach czasu – kilkunastu miesięcy. Chciałbyś uniknąć ryzyka zainwestowania swoich oszczędności w takich właśnie momentach?

Znam tylko jeden sposób. Trzeba uczyć się na błędach: najlepiej innych osób, a nie na własnych.

Sprawdźmy, kto decyduje się na zakup akcji lub jednostek funduszy akcji na szczytach hossy? Z jakiego powodu to robi?

Są to osoby nieposiadające planu zarządzania oszczędnościami. Jaka jeszcze cecha je wyróżnia? Bardzo silna obawa przed ponoszeniem strat, silniejsza niż u innych.

Na szczytach hossy, w najgorszych możliwych momentach, inwestują osoby, które mają najsilniejsze opory przed poniesieniem ryzyka utraty kapitału!

Zwróć uwagę na paradoks tej sytuacji. Osoba, która wykazuje najsilniejsze obawy przed ponoszeniem strat, traci na inwestowaniu najwięcej, właśnie z powodu owego strachu. Czy nie jest to zabawne? Oczywiście, że nie jest. To bardzo smutne i bolesne, szczególnie dla tych osób.

Dlaczego tak się dzieje?

Skoro już wiemy, kto traci najwięcej, poszukajmy odpowiedzi na pytanie: Dlaczego? Dlaczego ktoś, kto ma najsilniejsze obawy przed ponoszeniem nawet najmniejszych strat, decyduje się na krok „gwarantujący” utratę połowy pieniędzy? Zapewne pomyślisz, że powodem jest żądza zysków, i użyjesz następującego wyjaśnienia: Mamy dwie skrajne emocje, które nami targają: strach i żądza zysków. W okresie długotrwałych wzrostów na giełdzie oszczędzający „zapomina o strachu”, bo jest pod wpływem żądzy osiągania wysokich zysków.

W przeszłości miałem podobne zdanie. Teraz jestem głęboko przekonany, że ta desperacka decyzja ma niewiele wspólnego z żądzą zysków. Nadal chodzi o obawy przed ponoszeniem strat. Zwróć uwagę na to, że są to osoby najbardziej podatne na uczucie strachu, a więc dalekie od żądzy zysków. Aby lepiej zrozumieć moją trochę przewrotną tezę, spróbuj wczuć się w położenie takiej osoby.

Wyobraź sobie, że…

Wyobraź sobie, że jesteś osobą, która nienawidzi ryzyka inwestycyjnego i uznaje lokaty bankowe za jedyny sensowny sposób lokowania oszczędności. A teraz cofnij się do roku 2003. Kończy się właśnie głęboka bessa będąca skutkiem pęknięcia bańki internetowej. Oczywiście nikt nie wie, że spadki już się skończyły, że mamy najlepszy moment na zainwestowanie pieniędzy na giełdzie. Opinie są wręcz przeciwne. Akcje i fundusze akcji są uznawane za najgorsze z możliwych sposobów pomnażania kapitału. Dla ciebie również, tym bardziej że przecież jesteś osobą nienawidzącą ryzyka inwestycyjnego.

Twoje pieniądze są na bezpiecznej lokacie bankowej

Gdzie umieściłeś oszczędności? Oczywiście na lokacie bankowej. Czy jesteś zadowolony? Bardzo. Przecież w ostatnich dwóch latach zarobiłem 10%, a inni w tym czasie stracili nawet połowę pieniędzy.

B1

 

Wyobraź sobie, że jestem doradcą finansowym, przychodzę do ciebie i składam propozycję: Może zechciałby pan zainwestować pieniądze w fundusze akcji, korzystając z wyjątkowej przeceny? Odpowiadasz: Nigdy w życiu. Nikt nigdy nie namówi cię na tak głupią decyzję. Interesują cię wyłącznie lokaty o gwarantowanej stopie zwrotu. Wczułeś się w swoją nową rolę? Jeżeli tak, to kontynuujmy analizę twoich przekonań i emocji.

Pociąg powoli rusza

W drugiej połowie 2003 roku zaczął się wzrost na giełdzie. Stopa zwrotu z akcji w całym 2003 roku, z ujemnej przeszła w dodatnią: wynosi około 30%. Jak się czujesz ze swoimi kilkoma procentami na lokacie bankowej? Całkiem dobrze, bo różnica nie jest tak duża: 30 w porównaniu z 5% to jeszcze nie tak wiele.

 

B2

Biorąc pod uwagę twój strach przed poniesieniem straty, jest to zrozumiałe. Aby zmniejszyć dyskomfort, dopowiesz sobie: To tylko chwilowy wzrost. W przeszłości na naszej giełdzie hossa nigdy nie trwała dłużej niż kilkanaście miesięcy. Na pewno rok 2004 zakończy się stratą dla funduszy akcji. Uspokoiłeś się? Tak. Już mi lepiej i zostawiam pieniądze na lokacie bankowej. Widzę, że wciąga cię twoja nowa rola. To dobrze.

Jedzie dalej

Mija rok 2004. Co widzisz?

 

B3

Twoje 5% z 2003 roku plus 5% w 2004 zwiększa kapitał o ponad 10% w okresie 24 miesięcy. Na giełdzie 30-procentowe zyski w 2003, zwiększają się do 70% w okresie 2 lat. Jak samopoczucie? Trochę się pogorszyło, ale co mam robić? Przecież 2 lata hossy to już i tak za długo. Niemożliwe, aby dobra koniunktura na giełdzie trwała aż 3 lata. W pełni rozumiem twoją postawę. Ale co z tego? Mija kolejny rok – 2005.

B4

 

Niestety okazuje się kolejnym rokiem wzrostów na giełdzie. Zaczynasz się denerwować na siebie, a raczej na „głupców” i „spekulantów”, którzy ciągną indeksy giełdowe do takich „nadmiernych” poziomów.

A ty wciąż stoisz na peronie

Co robisz? Nic. Przecież nie mogę niczego zmieniać. Trzeba było zainwestować w 2003, może w 2004, ale nie teraz, po 3 latach hossy. Jak się czujesz ze swoimi kilkunastoma procentami na lokacie bankowej w porównaniu z ponad 100% w funduszu akcji? A jak mam się czuć? Wiadomo, że odsetki są zbyt niskie. Ile masz na lokacie bankowej? 60 tysięcy. Gdybyś zainwestował oszczędności w fundusz akcji w 2003 roku, miałbyś już ponad 100 tysięcy. Nie żal ci tego? Może i żal, ale to niczego nie zmienia. Nie przeniosę przecież swoich oszczędności do funduszu akcji, bo hossa już się skończyła. Przecież miała się skończyć rok temu? Teraz to już na pewno. Dlaczego tak uważasz? Bo po 3 latach hossy pojawiło się kilka proroczych wizji zbyt pewnych siebie analityków o tym, że to definitywny koniec hossy.

I liczysz coraz większe straty

Ale na twoje nieszczęście hossa trwa dalej. Co gorsza, od 2006 roku niektóre instytucje finansowe zaczynają się przechwalać w reklamach i prasowych i telewizyjnych, ile pozwoliły zarobić swoim klientom w okresie ostatnich kilku lat. Ty nie należysz do grona szczęśliwych, bo przecież masz pieniądze na lokacie bankowej. Coraz bardziej cierpisz, ponieważ inni zarabiają coraz więcej.

Jak się czujesz na początku 2006 roku, gdy zyski funduszy małych i średnich firm (popularnych MIS-iów) przekroczyły 200%? Fatalnie, nie wiem, co robić. Gdybym swoje pieniądze zainwestował w MIS-ia, to miałbym dzisiaj prawie 200 tysięcy. Tyle pieniędzy straciłem, trzymając pieniądze na głupiej lokacie bankowej. Denerwują mnie reklamy mówiące o tym, ile zarobili uczestnicy funduszu X. Bo to nie są moje zyski, i co więcej, pokazują mi, ile straciłem, kurczowo trzymając się lokaty bankowej. Ale przecież jest już za późno. Moja WIELKA STRATA. Pogodziłem się z nią.

Rozumiem cię. Ale to nadal niczego nie zmienia, bo giełda jest dla ciebie bezlitosna. Każe ci płacić coraz większy rachunek za to, że tak stanowczo i głupio odrzuciłeś jej (moje) zaproszenie do inwestycji w fundusz akcji.

I przychodzi 2007 rok. Jak się zaraz okaże, tragiczny w skutkach.

 

B5

Twoja WIELKA STRATA urosła do STRATY OGROMNEJ. Gdybyś w 2003 roku skorzystał z mojej porady i przeniósł oszczędności z lokaty bankowej do funduszu akcji, miałbyś 250–300 tysięcy złotych, a tak masz marne 70 tysięcy. Czujesz się, jakbyś stracił 200 tysięcy, chociaż nie zainwestowałeś ani złotówki i nie poniosłeś żadnej nominalnej straty. Ale w tym momencie to nie ma dla ciebie znaczenia.

Najgorsza możliwa decyzja podjęta w najgorszym możliwym momencie

 Nie tylko straciłeś wyjątkową okazję, ale też masz pecha

Kolejny nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Spotykasz sąsiada, z którym pokłóciłeś się dwa lata temu na wspólnych wakacjach. Jest jakiś odmieniony. Ty smutny i przybity, a on wręcz przeciwnie – cały w skowronkach. Mówi: Cześć, sąsiedzie, chociaż od dwóch lat nie mówiliście sobie nawet „dzień dobry”. Pokazuje ci swój nowy samochód: Toyotę Avensis. Mówi, że ma go „za darmo”, bo zapłacił dochodami, jakie osiągnął w ostatnich 3 latach w funduszu X. Krew cię zalewa, bo ciebie stać byłoby na dwa takie samochody i jeszcze na pięć wycieczek do ciepłych krajów, gdybyś… Dodaje, że zrealizował tylko część zysków, bo zainwestował właśnie taką kwotę, jaką ty mógłbyś.

Proponuje ci zakopanie wojennego topora i wspólne rodzinne wakacje w 2008 roku – w tej samej miejscowości, gdzie pokłóciliście się dwa lata temu. Tym razem zaprasza do ich domku, który planują kupić w przyszłym roku, gdy hossa „przyniesie im” 30–50% dodatkowych zysków. Mówisz, że to nic pewnego, bo przecież hossa nie może trwać wiecznie. Ale on jest na to przygotowany i zaprasza cię na szklaneczkę piwa, obiecując, że wszystko wyjaśni. Niestety zgadzasz się, bo musisz wiedzieć, czy zyski sąsiada będą sprawiały ci jeszcze większy ból, czy może jednak wszystko straci, a twoje samopoczucie się poprawi.

„Etatowi wróżbici” dolewają oliwy do ognia

Dlaczego twój sąsiad jest przekonany, że wzrosty na giełdzie są pewne? Bo nie tylko on tak uważa, ale również osoby, na których opinii można polegać: wiarygodni profesjonaliści, najbardziej szanowani analitycy (czytaj: mający „największe parcie na szkło”). I co twierdzą w 2007 roku fachowcy? Że Polskę czeka jeszcze kilka lat hossy, co najmniej do 2012 roku, czyli do Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. Skoro Polska ma być współgospodarzem ME, to czekają nas gigantyczne inwestycje i tym samym utrzymanie wzrostu gospodarczego przez kolejnych kilka lat, co w sposób oczywisty przyczyni się do kolejnych wzrostów na giełdzie.

Desperacka ucieczka od dalszych „pewnych” strat

W tym momencie podejmujesz radykalną decyzję: postanawiasz uciec od strat, jakie poniosłeś na lokacie bankowej. Mówisz sobie: Już dość straciłem. Przez ostatnie 4 lata przeszło mi koło nosa 250 tysięcy i nie mógłbym znieść kolejnych strat w następnych latach. Kurczowe trzymanie się lokaty bankowej nie ma sensu. Ja tracę – dostaję marnych kilka procent rocznie, gdy wszyscy zarabiają – 10 razy więcej ode mnie.

A gdzie się podział twój strach przed ponoszeniem ryzyka? Został przygłuszony obawami przed dalszym pogłębieniem się utraconych korzyści. A poza tym, przecież „niczym nie ryzykujesz”, skoro Polskę czeka dalszy dynamiczny rozwój, skoro hossa będzie trwała co najmniej do 2012 roku.

I w tych właśnie okolicznościach podejmujesz najgorszą możliwą decyzję w najgorszym możliwym momencie.

Wiesz już dlaczego?

Bo nienawidzisz tracić, bo zbyt pochopnie odrzuciłeś inne możliwości pomnażania pieniędzy, bo nie miałeś żadnego planu. Podjąłeś najgorszą możliwą decyzję nie z chciwości i żądzy zysków, ale ze strachu przed tym, że hossa będzie trwała kolejne lata, a ty będziesz liczył coraz większe straty wynikające z porównania marnych kilku procent odsetek z wielkimi zyskami, jakie osiągają inni.

Zaczynasz tracić pieniądze

Od tego momentu zaczynasz tracić rzeczywiste pieniądze. Rozpoczęła się bessa, niemal następnego dnia po przeniesieniu pieniędzy z lokaty bankowej do funduszu akcji. Twoje 70 tysięcy oszczędności w funduszu akcji zaczyna się kurczyć. Najpierw o 10%, później o 20%.

B6

Na początku 2009 roku twoja strata przekracza 60%. Sprawdzasz bieżącą wartość posiadanych jednostek funduszu: 30 tysięcy. A przecież miałeś już 70 tysięcy. Spotykasz sąsiada, który wycofał się z funduszu akcji, gdy jednostka spadła o 10%. Co się dzieje dalej?

dialog_edinem_2016-05-05a

Nie będę opowiadał dalszego ciągu twojej historii, bo byłaby zbyt bolesna. Musisz wiedzieć, że jest historią wielu osób.

Wystraszyłem cię? Jeżeli tak, wybacz mi. Chodzi o to, aby nie była także twoją historią w przyszłości. Ten rodzaj strachu możesz uznać za pożądany.

Czytaj również:

BEZPIECZNE STRATEGIE INWESTYCYJNE

Tags: , , ,

Subskrypcja

Podoba Ci się ten artykuł? Dołącz do subskrybentów bloga, a otrzymasz więcej tego rodzaju treści.

Liczba komentarzy - 14

Trackback URL | Comments RSS Feed

  1. pechowy inwestor pisze:

    Bardzo ładnie opisana historia, która mi się również przydarzyła. Niestety znam też jej ciąg dalszy. Konieczność zaciągnięcia kredytu na pokrycie strat, niemalże utrata mieszkania, wieloletnie kłopoty finansowe. Stres, stres, stres. „Doradcy finansowi” w banku, którzy namawiali na taką a nie inną lokatę pieniędzy, rozkładają ręce, uśmiechają się głupkowato, nic nie poradzą „bo taka sytuacja na świecie”. Oczywiście o żadnej odpowiedzialności za złe doradztwo nie ma mowy. Nie ma też żadnej pomocy w rozwiązaniu problemu. Człowiek zostaje sam ze swoimi kłopotami. Po tym co przeżyłem wcale się nie dziwię, że wiele osób w podobnych przypadkach popełnia samobójstwo albo kończy w psychiatryku.

    • Maciej Rogala pisze:

      Dziękuje za twój komentarz, mogę tylko współczuć, że taka sytuacja cię spotkała. W swojej pracy spotkałem się z setkami takich przypadków. Pierwszy raz pod koniec 1994 roku, gdy pracowałem w Pioneerze. Kilkaset tysięcy osób zainwestowało na samym szczycie hossy w pierwszym kwartale i później byli bardzo rozczarowani. Nikt nie chciał z nimi rozmawiać, nawet pracownicy banków. Wtedy wymyśliłem akcję dyżur przedstawiciela Pioneera w banku. Pracownicy banku informowali rozczarowanych klientów kiedy przyjadę i każdego dnia odwiedzałem 4-5 oddziałów, w którym zawsze czekało na mnie kilka, kilkanaście osób. Tamto doświadczenie bardzo szybko zmieniło moje postrzeganie produktów finansowych. Pozdrawiam i mam nadzieję, że wyszedłeś z kryzysu.

    • Znając takie badania można ustrzec się przed podstawowym błędem prawie każdego inwestora:
      https://blogi.bossa.pl/2016/02/24/prosta-zasada-wyboru-funduszy-do-portfela/
      „Tak więc z powyższych badań inwestorzy mogą wyciągnąć ważny wniosek: dane empiryczne z amerykańskiego rynku funduszy akcyjnych sugerują, że stosowanie kryterium 2-3 letnich wyników funduszy względem benchmarku jako podstawy decyzji inwestycyjnej nie jest dobrym pomysłem.”

      Niestety z drugiego artykułu dowiemy się: „(…)młodzi inwestorzy mający przed sobą kilka dekad inwestowania mogą skorzystać z premii związanej z inwestowaniem w spółki wzrostowe. (…)większość inwestorów zdecydowanie przeszacowuje swoją gotowość do pasywnego inwestowania. Oznacza to, że wielu z nich będzie AKTYWNIE inwestować w pasywne fundusze indeksowe i łudzić się, że zachowują się bardzo sprytnie pasywnie inwestując a nie ganiają za wynikami jak przeciętni inwestorzy.”
      https://blogi.bossa.pl/2016/03/23/pasywne-inwestowanie-jest-bardzo-trudne/

      Pozdrawiam

  2. Cierpliwy inwestor pisze:

    Zacząłem inwestować w funduszach Pioniera przed 20 laty. Wartość jednostki uczestnictwa nie wzrosła prawie w ogóle, względem dnia dzisiejszego. Niedługo przejdę na emeryturę. Czy widzi sens dalszego oszczędzania długotermniowego?

    • Maciej Rogala pisze:

      Witaj. Czyli inwestowałeś gdy byłem etatowym pracownikiem tej firmy. Skoro wytrzymałeś 20 lat i przeszedłeś tyle wzrostów i upadków, szczególnie ten ostatni upadek, to co możesz jeszcze stracić pozostają w tej inwestycji na kolejne 5 lat? To pytanie, które moim zdaniem, jest kluczowe.

    • Jestem pewien, że średniorocznie fundusz akcji zarobił minimum 4%, bo tyle jest potrzebne do notowania podobnej wartości jednostki uczestnictwa jak 20 lat temu. Obecnie świadomi inwestorzy uciekają od wysokich kosztów do funduszy ETF lub do samodzielnego budowania portfela spółek dywidendowych, zmniejszając tym samym koszty niemal do zera.

      http://www.parkiet.com/artykul/1469655.html

      Wracając do pytania: ” Czy widzi sens dalszego oszczędzania długoterminowego?”
      Oczywiście. W tym przypadku lepiej pozostać przed emeryturą przy znanym aktywie. W okresie kilku lat czeka nas hossa w Polsce, także nie ma sensu zamykanie inwestycji.

      Sens oszczędzania długoterminowego w dochód pasywny ze spółek przedstawi poniższa kalkulacja:
      http://www.fotosik.pl/zdjecie/1f1e6d7637a0a50c
      Jednorazowa inwestycja 50 000zł (dla uproszczenia rachunków) przy założeniu 6,5% dywidendy z całego portfela oraz wzrostu PKB 2% netto (ostrożne założenie po odliczeniu inflacji) w ciągu 35 lat przyniesie…
      przynajmniej 1 mln zł dochodu! (reinwestując całość dywidend)
      NIE LICZĄC WZROSTU CEN AKCJI, które będą warte nominalnie zdecydowanie więcej niż w momencie zakupu.

      Pozdrawiam

      • Maciej Rogala pisze:

        Witaj, dziękuję za wnikliwy komentarz. To, że przy okazji promujesz swoją stronę to nie ma w tym nic złego, tym bardziej, gdy jest warta poczytania. Zaglądnąłem. Doceniam. Pozdrawiam

        • Dzięki za pozwolenie na promocję, choć jeszcze jej nie poczyniłem. Na mojej stronie nie ma nic do poczytania – po kliknięciu ‚Niezależny Doradca’ można zobaczyć jedynie screeny rachunków maklerskich. Linki są do blogów banku BOŚ i do strony gazety Parkiet. Wklejam odnośniki do obiektywnych treści z wartościowymi informacjami.
          Pozdrawiam
          doradca@dywidenda.com.pl

  3. Piotrek pisze:

    Czy mógłby Pan przeprowadzić symulację sytuacji czytelnika Pańskiego bloga? Tzn wyliczyć przykładowa stopę zwrotu przyjmując, że ktoś systematycznie od 20 lat kupowal jednostki uczestnictwa funduszu Pioneer Akcji? Co prawda czytelnik pisze, że wartość jednostki tylko trochę wzrosła, ale to nam niewiele mówi o wyniku inwestycji z regularnym wpłatami. Tym niemniej, poddaje to i tak w zasadnicza wątpliwość sens oszczędzania długoterminowego w funduszach akcji. Z tego wynika bowiem, że gdyby czytelnik dokonał jednorazowej inwestycji 20 lat temu, to miałby dziś o wiele mniej, niż na lokacie bankowej…

    • Maciej Rogala pisze:

      Piotrze, zrobienie takiej symulacji zajęłoby mi mnóstwo czasu, ponieważ trzeba by było zsumować rentowność 240 inwestycji. Twoja teza dotycząca braku sensu inwestowania w długim terminie w fundusze akcji jest bardzo powierzchowna. W fundusz akcji w długim terminie nie inwestuje się dlatego, że na pewno się zarobi więcej niż na lokacie bankowej, bo do tego zmierza twój wniosek. A tak nie jest. Jeżeli zrezygnujesz z funduszu akcji na przykład w planie emerytalnym i przez 20 lat będziesz oszczędzał na lokacie bankowej to na pewno nie zarobisz więcej niż 1-2% powyżej inflacji. Tylko fundusz akcji lub inne podobne formy lokat daje ci możliwość pomnożenia pieniędzy w tempie 7-8% powyżej inflacji, co oznaczałoby ogromną premię. Tak więc nie wybiera sie fundusz akcji do planu emerytalnego aby na pewno zarobić więcej niż na lokacie ale aby mieć możliwość pomnożenia pieniędzy w tempie dużo wyższym niż na lokacie. Tak więc zwróć uwagę, że chodzi o możliwości a nie o gwarancję. I jest żelazna zasada, o której zawsze uprzedzają TFI podczas hossy – pamiętaj, że wyniki przeszłe nie są gwarancją osiągnięcia takich samych wyników w przyszłości. TA SAMA ZASADA dotyczy oczywiście okresu kiepskich wyników – to że były kiepskie przez ostatnie 10 lat nie daje żadnej wykładni co do wyników na przyszłość, a raczej obowiązuje inna zasada. Pozdrawiam i dzięki za głos.

  4. Piotrek pisze:

    Więc wtrace jeszcze swoje trzy grosze. Podajesz na blogu oraz w książce Rozwazny Inwestor takie proste porównanie: lokata bankowa kontra WIG. Ale dlaczego akurat ten indeks, a nie DAX czy S&P 500? Zmierzam do tego, że decyzja o umieszczeniu środków na lokacie jest prosta, bo z góry znasz oferowane odsetki. Zyski z giełdy są zaś zmienne i niepewne. Wobec tego, po podjęciu decyzji o oszczędzaniu na emeryturę w funduszach akcji czeka nas, moim zdaniem, kolejna decyzja, tj na jakich rynkach mielibyśmy inwestować. Wydaje mi sie, że Twoje przykłady wynikają stąd, że kiedyś dostęp do rynków zagranicznych dla drobnych inwestorów nie był tak latwy jak obecnie. Powiem tak: gdybym miał zdecydować się na oszczędzanie na emeryturę w funduszach akcji bez stosowania market-timingu, jak zdaje sie to zalecasz (choć osobiście wolałbym przyjąć sensowny poziom wyjscia z danej inwestycji przy stracie gdzieś na poziomie 20 – 25 proc., licząc od rozpoczęcia spadkow; większe straty niełatwo odrobić, kluczem jest moim zdaniem to, aby na poczatku inwestycji określić poziom dopuszczalnej straty czy w inny sposób określić punkt wyjścia, tak, żeby potem bez zbędnych emocji realizować z góry przyjęta strategię) z pewnością większość portfela zainwestowalbym jednak na rynkach zagranicznych. Chodzi o to, że polski rynek jest mały, nie widzę powodu, żeby tak bardzo go przewazac w portfelu tylko dlatego, że tu właśnie mieszkam. W długim terminie bezpieczniejsza wydaje mi sie strategia inwestowania na różnych rynkach akcji, tak rozwiniętych, jak i wschodzących, w jakoś tam ustalonych proporcjach. Pamiętać tylko trzeba o poziomie opłat, które często potrafią tu być „podwojne”, gdy polski fundusz nabywa jednostki zagranicznych funduszy, a ktory to poziom opłat potrafi być zabójczy dla stopy zwrotu przy dlugoterminowym, pasywnym inwestowaniu. Jednakże, z tego, co czytałem, są na rynku fundusze typu master – feeder, gdzie te opłaty przedstawiają się dość korzystnie (polski fundusz nabywa tansze jednostki funduszy zagr. przeznaczone dla inwestorów instytucjonalnych + jeszcze jakieś inne „bonusy”). Co sądzisz o daleko posuniętej dywersyfikacji geograficznej. Wydaje sie to byc zgodne z zalecanym przez Ciebie dlugoterminowym spokojnym inwestowaniem. Skoro nie wiemy, jakie giełdy przyniosą najwiekszy zysk, to chyba rozsadne jest zainwestować w wiele rynków?
    Tu jeszcze pojawia sie pytanie, czy wybrac fundusze hedgowane walutowo, czy nie. Z jednej strony brak ryzyka walutowego wydaje sie dobry, lecz z drugiej strony, inwestując w różne rynki gdzie wyceny sa w różnych walutach, masz w inwestycji także dywersyfikacje walutowa…
    Krótko mowiac, decyzja o wejsciu na rynek akcji jest, jak dla mnie, wcale nie taka prosta, bo jest do uwzglednienia więcej parametrów niż przy lokatach. Najpierw zamierzam przyczytac Twoją książkę Rozwazny Inwestor, potem Inteligentnego Inwestora Grahama, no i może sie w koncu zdecyduje 🙂
    Serdecznie pozdrawiam i przepraszam za przydlugi wpis 😉

    • Kwestia dywersyfikacji spędza sen z powiek wielu inwestorów, jednak niewiele osób bierze pod uwagę dwie rzeczy:
      1. Inwestując za granicą musimy liczyć się z umocnieniem złotówki w razie globalnie pomyślnej koniunktury. Z obecnych poziomów bliskich rekordów słabości potencjał umocnienia wynosi nawet 50%, ale przyjąć należy minimalny potencjał 30% i o tyle zmniejszy nam się wynik. W razie uzyskania przez zakupiony instrument stopy zwrotu w wysokości np. 60% pozostanie nam zaledwie 40%, a nawet tylko 30% zysku.
      2. Polska gospodarka nie jest już marginalnym rynkiem i pojawiają się na naszej giełdzie spółki, które dynamicznie rozwijają się za granicą. Ponadto szybko przybywa spółek doceniających inwestorów długoterminowych poprzez dzielenie się zyskami w formie dywidend wypłacanych w gotówce na nasze konto.

      Samą dywersyfikację geograficzną można przeprowadzić inwestując w firmy sprzedające na wszystkich rynkach świata. W ten prosty sposób możemy mieć ekspozycję na największą ilość gospodarek.
      Na polskiej giełdzie notowane są jedynie dla fundusze ETF na indeksy amerykański S&P500 oraz niemiecki DAX30. Niewiele, lecz ekspozycja na 530 globalnych spółek to wystarczająco, żeby skorzystać z odroczenia płatności podatku Belki na kontach maklerskich IKE (także IKZE) w mBanku i BOŚ Banku. Obecnie akcje na rynkach rozwiniętych są przewartościowane i nie należy rozpoczynać kupowania jednostek tych funduszy ETF.

      Osoby chcące odkładać regularnie/nieregularnie kwoty 200-500zł miesięcznie powinny skupić się na nabywaniu funduszu ETF na indeks WIG20. Tak małe kwoty utrudniają inwestowanie bezpośrednie w spółki dywidendowe, lecz zdecydowanie polecam wybrać to rozwiązanie, zamiast koncentrować przesadnie pieniądze w zaledwie 20 największych firmach.

      Pozdrawiam

  5. Piotrek pisze:

    Miało być oczywiście „zasadne”, a nie „rozsadne” 😀

    • Maciej Rogala pisze:

      Jasne, że tak dywersyfikacja byłaby wskazana. Jednak z drugiej strony warto mieć na uwadze, że od kilku lat rodzimy rynek akcji w defensywie w stosunku do rynków w Niemczech czy USA. W związku z tym uważam, że przy scenariuszu dalszej kontynuacji hossy na rynkach światowych powinniśmy nadrabiać ten utracony czas. Natomiast gdyby doszło do załamania na rynkach, co według mnie jest dość mało prawdopodobne ze względu na wciąż rekordowo niskie stopy zwrotu (co powoduje, że nie ma realnych alternatyw dla akcji), to spadki na naszej giełdzie powinni być mniejsze niż w USA lub Niemczech. Ale oczywiście można mówić tylko o subiektywnym przekonaniu. Dlatego też, jak ktoś systematycznie będzie odkładał większą kwotę – która pozwoli na dywersyfikację – to także warto jakąś część (nawet do połowy) portfela akcji zainwestować na rynkach zagranicznych, na przykład w funduszach akcji globalnych. Sorki, że tak późno odpowiadam, ale jakoś mi umknął twój komentarz.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Top